Podróż do Polski

Hej!

Dzisiaj opowiem wam jak minęła nam podróż do Polski na Święta Bożego Narodzenia w 2023 roku!

Jechaliśmy około 26 godzin (liczę też przerwy). Najpierw około 2,5 godziny jechaliśmy do Ystad na prom do Świnoujścia. Mieliśmy zarezerwowaną kajutę z 4 miejscami do spania. Ja zwykle śpię na górnym łóżku, ale ponieważ potrafię spaść z łóżka 🙂 więc poprosiłam w recepcji o specjalną barierkę. Przed snem poszłam jeszcze z tatą na dwór, bo bardzo lubię patrzeć na wodę i na te kolorowe statki.

Gdy się obudziłam byliśmy już w Polsce. Jeszcze raz wyciągnęłam tatę na zewnętrzny pokład bo chciałam zobaczyć czy są orki. W jednej z książek Neli małej reporterki wyczytałam, że można je spotkać w Bałtyku. Niestety nie widziałam ich. A tak przy okazji pamiętam, że gdy byłam mała to bardzo bałam się stać przy barierce na promie, bojąc się, że wpadnę do morza 🙂

Jechaliśmy całą rodziną. Samochód prowadził tata, bo mama nie jest mistrzem jechania z przyczepką / szczególnie gdy trzeba cofać.

Najpierw pojechaliśmy do Warszawy by zabrać babcię Lenę. Trzeba było jeszcze spakować do auta rzeczy przygotowane przez babcię – a to był nie lada wyczyn. Nasz samochód i tak był już zapakowany pod sam dach. Na wigilię do Czartajewa dotarliśmy bardzo późno więc tak naprawdę świętowanie zaczęliśmy kolejnego dnia.

Tym razem zatrzymaliśmy się w Siemiatyczach u wujka Marcina i cioci Marty.

Strzelanie

Hejka!

Pod koniec listopada 2023 po raz pierwszy byłam na strzelnicy. Mama dowiedziała się o możliwości próbnego strzelania w Ösjös skyttesföredning. Pojechaliśmy więc tam całą rodziną.

Najpierw myślałam, że to są same nudy, ale gdy już tam dojechałam to bardzo mi się spodobało. Instruktorami są doświadczeni ludzie, którzy są bardzo pomocni.

Nie tak łatwo wziąć w ręce 4-kilogramowy karabin pneumatyczny, ustawić go i usiąść wygodnie w niezbyt przyjemnej pozycji. Na uszy warto założyć ochronne słuchawki, które wyciszą huk strzałów. 

Na stole leżą naboje, które osoby praworęczne wkładają do karabinu lewą ręką. Ja tak czy siak napełniałam je prawą ręką 🙂

Strzelamy do tarczy, które wiszą na ścianie. Oddaje się zwykle 20 strzałów po zwykle 20-strzałowej serii próbnej. Seria próbna jest do skalibrowania celownika.

W momencie gdy odkładasz broń trzeba w miejsce naboju wkłada się pomarańczową zaślepkę. Oznacza to, że broń jest zabezpieczona, czyli nie ma w sobie naboju. Kolor pomarańczowy nie jest przypadkowy bo jest z daleka widoczny na tle czarnej broni.

Wszyscy muszą odłożyć broń i ją zabezpieczyć na czas przerwy technicznej, czyli np. wymiany tarczy.

Sport ten sprzyja skupieniu, wyciszeniu. Nauszniki robią swoje, ale potrzebny jest też czas na skoncentrowanie się i uspokojenie umysłu.

Nie sądziłam, że strzelanie może wyciszać -:)

PAPA

Anna 

Choinka

Hej!

Trudno wyobrazić sobie Święta Bożego Narodzenia bez kolorowej choinki w domu.

Fajnie jest patrzeć na ciepłe światełka, zwłaszcza wieczorem gdy można usiąść w wygodnym fotelu, owinąć się cieplutkim kocem i pić ciepłą herbatkę.

Ozdoby świąteczne są różne i są wszędzie. Maja zawiesiła lampki nawet na swoim łóżku, a w oknie zawiesiłyśmy gwiazdkę. Mamy też świecznik. 

Nasza choinka stoi w dużym pokoju. Stoi w rogu, bo mama powiedziała że jak będzie stała przy drzwiach to trzeba będzie ją tylko omijać. Ja chciałam aby stała przy drzwiach.

Tato mówił, że kiedyś choinkę ubierało się dopiero w wigilię. To znaczy, że musiałybyśmy poczekać na to jeszcze kilka dobrych dni. 

Dobrze, że przekonałyśmy tatę przed jego wyjazdem do Polski, aby przywiózł choinkę i zdążyłyśmy już ją ubrać. Choinkę zaczęłam ubierać gdy tato pojechał już w swoją długą podróż.



Ja lubię Święta. W tym roku będziemy świętować je w Polsce. Już się cieszę na spotkanie z całą rodziną.

A wiecie, że zwyczaj ubierania choinek wywodzi się z Niemiec?

Papatki,

Ania

Zbieranie jabłek w okolicach Åstorp

Cześć wszystkim,

Cieszę się, że nadal zaglądasz na mojego bloga. Dziś opowiem Wam o zbiorach w okolicach Åstorp.

Być może zastanawiasz się co zbierałam. Tak, to jabłka.

Zaczęło się od tego, że mama zobaczyła na Facebooku reklamę dotyczącą zbierania owoców w Norra Vram. Pojechałyśmy tam. Albo tak, próbowałyśmy . Dwa razy pojechałyśmy źle , ponieważ GPS mamy nie działał. Za pierwszym razem mama za wcześnie skręciła w lewo. Za drugim razem mama też skręciła w lewo, ale trochę za daleko :-). Powinnyśmy był skręcić w prawo.
Kiedy dotarłyśmy do celu, na miejscu było już mnóstwo ludzi.

Dowiedziałyśmy się, że możemy zbierać odmiany Aroma i Discovery. Wybrałyśmy Discovery (fajnie jest nauczyć się nowego słowa w języku angielskim: to discover = odkrywać)

Kiedy znalazłyśmy drogę do sadu, zaczęłyśmy zbierać. Wypełnienie dużego pudła zajęło tylko 5 minut.

Wróciłyśmy, żeby zapłacić. Okazało się, że w pudełku było 15 kg. Właścicielka sadu była bardzo miła, podobnie jak jej pies. Pogłaskałam go, a psu się to spodobało i był bardzo szczęśliwy.

Jabłka Discovery mają tajemnicę: czasami mogą być czerwone w środku.

One są bardzo pyszne. Jedliśmy je przez 4 dni. Kochamy jabłka i pijemy też dużo samodzielnie wyciskanych soków.

Do widzenia wszystkim;-)

Moje wakacje w 2023

Cześć,

Jak to zwykle bywa w Szwecji, cała szkoła miała wakacje od połowy czerwca do połowy sierpnia. Wtedy też i ja miałam wolne i świetnie się bawiłam.

Na początku lipca do Szwecji przyjechał do nas wujek Marcin z dziewczyną Martą. Marta była tu po raz pierwszy, a brat mojej mamy – po raz trzeci. Odwiedziliśmy także Danię. Byliśmy w Kopenhadze i w Bakken. Tam jeździłam na karuzelach i świetnie się bawiłam. A na stacji kolejowej w Kopenhadze znalazłam pluszowego zwierzaka. Zabrałam go ze sobą. Nazywa się Daisy.

Jednak Marcin i Marta uważają, że najlepszą częścią ich krótkiego pobytu w Szwecji była plaża w Ängelholm. Kiedy tam byliśmy, było bardzo wietrznie, morze pokrywało także plażę i było wielu ludzi uprawiających kitesurfing. Byli wspaniali, ale najlepsza z nich była dziewczyna 🙂

Następnie poleciałam do Polski ze starszą siostrą Mają, Martą, bratem mojej mamy i babcią Leną. Odwiedziłam tam moich dziadków i uczestniczyłam w dwóch obozach: Akademii Surfingu i Deskorolki oraz Kołtun Camp & Training. Spędziłam także kilka dni w stolicy Polski – Warszawie z moją babcią.

Pierwszy raz w życiu surfowałam w Jastarni. Na początku trochę się obawiałam, czy podołam temu zadaniu. Moje pierwsze uczucie było bardzo przerażające, ale potem było już po prostu super -zabawnie, kiedy trochę się już nauczyłam.

Dużo jeździłam na deskorolce. Było to łatwiejsze niż surfowanie, bo wcześniej już tego próbowałam.

Na obozie było też dużo innych rzeczy do zrobienia. Świetnie się tam bawiliśmy także przy sprzątaniu plaży, oglądaniu nudnego filmu w kinie 🙂 czy przy ognisku. Udało nam się także nauczyć trochę hiszpańskiego.

Na obozie poznałam też nowych przyjaciół. Bardzo polubiłam w szczególności jednego z trenerów surfingu – Leo. Potrafił bardzo dobrze uczyć i do tego był bardzo miły i zabawny.

Surfowanie poszło tak dobrze, że kupimy mi i Mai deskę surfingową, abyśmy mogły surfować po morzu w Ängelholm.

Po obozie pojechałam autobusem z nowymi przyjaciółmi (miedzy innymi z Mileną) do Warszawy. Następnie po 4 dniach u wujka Marcina i cioci Marty pojechaliśmy ponownie autokarem – tym razem do do Dębrzyna na drugi obóz – Kołtun Camp & Training.

To był najlepszy obóz na jakim byłam. Nie zabrakło atrakcji: jazda konna, tenis, survival, spływy kajakowe, taniec, kickboxing, dyskoteka, joga, banan za motorówką, ognisko i wiele innych. Ale najważniejsze było to, że mieliśmy tam wielu przyjaciół, wszystko robiliśmy razem (nawet sami praliśmy skarpetki). Radziliśmy sobie świetnie i przez 10 dni żyliśmy bez telefonów komórkowych.

A na obozie najważniejsze było: przyjaźń, szacunek, wsparcie – to trzy słowa, którymi żyliśmy.

Czas minął bardzo szybko i nadszedł czas powrotu do Szwecji. Ale tutaj czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka – High Chaparral. Świetnie było spędzać czas w wiosce dziecięcej w Buffalo City, oglądać różne programy, spotykać kowbojów, przetrwać eksplozje dynamitu :-), spotykać bandytów na szlaku podczas podróży pociągiem do Starego Meksyku.

No tak, ale dlaczego wakacje są takie krótkie?

Ania

Jastarnia camp

Tego lata byłam na obozie surfingowym i deskorolkowym w Jastarni. Dotarłam tam autobusem z Warszawy wraz z innym uczestnikami. Niektórzy na miejsce przyjechali samochodami z rodzicami.

Jazda autobusem też była przygodą. Pierwszy raz jechałyśmy z Mają tak długo bez rodziców. Najpierw siedziałam sama, bo było mi tak wygodniej, ale potem na przerwie usiadłam razem z Mają. Kupiłyśmy owoce – jabłka, banany i po jednej gruszce. Podczas podróży obejrzałyśmy film na jej telefonie. Zagadałam też 2 dziewczyny – Helenę i Milenę. Były bardzo miłe. Potem okazało się, że dzieliłyśmy pokój. Było bardzo fajnie mimo tego, że zdarzyło nam się trochę posprzeczać.

Surfing ❤️‍🩹 to intensywny sport. Trochę też niebezpieczny ale też fajny i wymagający. Aby go uprawiać przyda się parę rzeczy, na przykład: 

  1. lisz
  2. deska
  3. wosk
  4. no i oczywiście woda płytka i głęboka

 Z kolei aby jeździć na deskorolce trzeba na przykład:

  1. sprawdzać czy koła nie są zużyte
  2. ważny jest dobry balans
  3. długość deski ma znaczenie
  4. fajnie jak się zna triki
  5. papier czy nie jest zużyty
  6. no i wiele innych ważnych rzeczy…

Jazda na deskorolce jest fajna, surfowanie zresztą też. Trudno mi powiedzieć co jest lepsze, obu się dopiero uczę. Na razie surfing zdobył u mnie 8.5 punktu z 10 a deskorolka 8 z 10.

papa 

Kilka wakacyjnych dni w Siemiatyczach i Czartajewie

Hej,

Gdy przyleciałam do Warszawy pożegnałam się na lotnisku z babcią Leną. Babcia została w Warszawie, bo tu mieszka, a ja z Mają, ciocią Martą i wujkiem Marcinem ruszyliśmy w drogę do Czartajewa. Jechaliśmy godzinę i 30 minut. Ciocia i wujek pozwolili nam używać telefonów co jakiś czas bo najpierw co 10 a potem co 5 i w koncu co minutę pytałyśmy ich za ile czasu będziemy na miejscu:-)

Plan był taki, że ja i Maja pośpimy w aucie, ale nie poszło nam dobrze, bo nie mogłyśmy się ułożyć wygodnie. W pasach nie było to możliwe więc stąd te pytania „ile jeszcze” i stąd te telefony co jakiś czas 🙂

Gdy byliśmy na miejscu u cioci i wujka, czekał na nas ich pies. Widać bardzo się stęsknił, bo był 4 dni bez nich. Pies nazywa się Amon i nie jest taki stary. Właściwie jest bardziej młody niż stary. Jest dosyć duży i silny ale też przyjazny.

Otworzyłam bramę aby wujek wjechał do garażu. Amon zaczął na mnie wtedy skakać, ale ciocia wyszła i mi pomogła.

Amon to dosyć duży pies ale ciągle lubi się bawić. Poza tym Amon jest najmłodszy w naszej rodzinie…Bardzo fajnie się z nim bawię, ale Amon chyba najbardziej lubi bawić się wodą. Podczas naszego pobytu uczyłyśmy go z Mają wysoko skakać. Jako przeszkód używałyśmy różnych rzeczy, np. koszyków.

Któregoś dnia wujek pojechał na jakieś spotkanie a my z ciocią obrałyśmy bób, wsypałyśmy przyprawy: pierz i sól. Ciocia usmażyła bób na patelni. A gdy był gotowy – zjadłyśmy go wszystkie ze smakiem.

Innego dnia gdy wieczorem ciocia i wujek pojechali do sklepu zajmował się nami Szymon – nasz kuzyn. Szymon swietnie gra w piłkę nożną i jest zawodnikiem młodzieżowej drużyny Jagiellonii Białystok. Było fajnie gdy razem z nim oglądaliśmy mecz Hiszpanii ze Szwecją. Co prawda nie wiem kto wygrał bo gdy ciocia z wujkiem wrócili miałyśmy iść spać :-). Szymon mógł jednak oglądać dalej.

Spotkałyśmy się również z dziadkami w Czartajewie. Super się było do nich znowu przytulić i zjeść wspólny posiłek na tarasie. Było fajnie, a na śniadanie dostałyśmy naleśniki z ciemną czekoladą. Lato w Czartajewie pachnie zawsze warzywami (porem :-)), owocami i zbożem.

To był krótki pobyt w Siemiatyczach i w Czartajewie bo już następnego dnia wracałyśmy do Warszawy. Wyjechaliśmy o 16 z ciocią, wujkiem i kolegą wujka. Oni jechali na koncert Amon Amarth, a my zostałyśmy u babci Leny, żeby przygotować się do wyjazdu do Jastarni. A tak przy okazji pies cioci i wujka ma imię jak ich ulubiony zespół metalowy:-)

Z Warszawy miałyśmy wyruszyć na obóz surfingowy. Tylko, że mnie bardzo rozbolała głowa. Miałam nawet stan podgorączkowy, ale całe szczęście, że wszystko minęło w ciagu jednego dnia. W przeciwnym razie nie mogłabym pojechać na obóz do Jastarni. Ale o tym obozie napiszę w kolejnym blogu.

Jazda konno w Polsce i w Szwecji

Witam

Gdy byłam w Polsce na Mazurach to jeździłam konno na koniku Beluś. To koń B pony. Maja jeździła na Snobby – klacz klasy C pony. Beluś jest mały ale szybki jak błyskawica a Snobby jest wolna jak ślimak. Gdy miałyśmy galopować Snobby była leniwa i trzeba się było namęczyć aby ruszyła. Beluś za to zrobił 2 kroki kłusu i raptem przechodził w galop.

W Polsce można ponaglać konia przyciskając jego boki udami. W Szwecji można spiąć konia stopami ale tylko wyjątkowo. Tak samo jak bata ale jak najrzadziej.

Papatki i miłego dnia.

Burzy się zaczęły i małe wiry

Hej, 

Przedwczoraj była burza. A przy Malmö zrobiły się małe wichury i wiry na lądzie. Do tego grzmiało wczoraj a dzisiaj będzie trochę padać. Do tego trochę słońca i oczywiście trochę wiatru, jak to w Szwecji.

Opowiem wam teraz o tych wirach lądowych.

Po zakończeniu roku szkolnego, na początku czerwca przyleciała do nas babcia. Mieliśmy ją odebrać po południu z lotniska. To oznaczało, że mieliśmy trochę czasu do przylotu samolotu więc postanowiliśmy spędzić go na plaży. Było gorąco więc z przyjemnością chłodziliśmy się w morzu. Wymyśliłyśmy świetną zabawę / rzucanie w morzu piłką tenisową 🙂

Po kilku godzinach nad morzem pojechaliśmy po babcię i wtedy, po drodze na lotnisko w Sturup widziałam wir lądowy. To było niesamowite – z jednej strony przerażające, a z drugiej strony zdumiewające. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, a na pewno nie na żywo. Jechaliśmy autostradą więc nie zatrzymaliśmy się nawet. Widziałam tylko, że ten wir przechodził obok stojącego samochodu ciężarowego. 

Mam nadzieję, że ten wir szybko zniknął i nie narobił żadnych szkód, bo to chyba nie jest tak super być wciągniętym w taki wir. 

Papatki…

Anna

Nocowanie u koleżanki

Hej,

Dzisiaj po raz kolejny będę nocować u mojej najlepszej koleżanki (BFF). Nie mogę napisać imienia i nazwiska bo mi nie wolno.

Moja koleżanka jest bardzo miła. Chodzimy razem do tej samej klasy i spędzamy ze sobą dużo czasu – też poza szkołą.

Mam jeszcze jedną koleżankę BFF. Też nie zdradzę jej imienia ani nazwiska, ale imiona ich obu zaczynają się na E – choć nie są takie same.

U pierwszej BFF nocowałam już wiele razy a u drugiej tylko 5 razy.

Pierwszy raz nocowałam u koleżanki w Ängelholm. To było rok temu na zakończenie szkoły.

Pewnie sami dobrze wiecie, że jak się spędza czas z przyjaciółmi to zlatuje on bardzo szybko. Tak jest za każdym razem gdy jestem z moimi E 🙂

Wymyślamy wtedy różne rzeczy – wspólne gry, filmy, duzo zabawy na dworze, przyklejamy sobie paznokcie, a w nocy kładziemy się bardzo późno spać. 

Ale o tym cisza, bo to nie jest informacja dla moich rodziców 😉

Papatki,

Ania