Choinka

Hej!

Trudno wyobrazić sobie Święta Bożego Narodzenia bez kolorowej choinki w domu.

Fajnie jest patrzeć na ciepłe światełka, zwłaszcza wieczorem gdy można usiąść w wygodnym fotelu, owinąć się cieplutkim kocem i pić ciepłą herbatkę.

Ozdoby świąteczne są różne i są wszędzie. Maja zawiesiła lampki nawet na swoim łóżku, a w oknie zawiesiłyśmy gwiazdkę. Mamy też świecznik. 

Nasza choinka stoi w dużym pokoju. Stoi w rogu, bo mama powiedziała że jak będzie stała przy drzwiach to trzeba będzie ją tylko omijać. Ja chciałam aby stała przy drzwiach.

Tato mówił, że kiedyś choinkę ubierało się dopiero w wigilię. To znaczy, że musiałybyśmy poczekać na to jeszcze kilka dobrych dni. 

Dobrze, że przekonałyśmy tatę przed jego wyjazdem do Polski, aby przywiózł choinkę i zdążyłyśmy już ją ubrać. Choinkę zaczęłam ubierać gdy tato pojechał już w swoją długą podróż.



Ja lubię Święta. W tym roku będziemy świętować je w Polsce. Już się cieszę na spotkanie z całą rodziną.

A wiecie, że zwyczaj ubierania choinek wywodzi się z Niemiec?

Papatki,

Ania

Zbieranie jabłek w okolicach Åstorp

Cześć wszystkim,

Cieszę się, że nadal zaglądasz na mojego bloga. Dziś opowiem Wam o zbiorach w okolicach Åstorp.

Być może zastanawiasz się co zbierałam. Tak, to jabłka.

Zaczęło się od tego, że mama zobaczyła na Facebooku reklamę dotyczącą zbierania owoców w Norra Vram. Pojechałyśmy tam. Albo tak, próbowałyśmy . Dwa razy pojechałyśmy źle , ponieważ GPS mamy nie działał. Za pierwszym razem mama za wcześnie skręciła w lewo. Za drugim razem mama też skręciła w lewo, ale trochę za daleko :-). Powinnyśmy był skręcić w prawo.
Kiedy dotarłyśmy do celu, na miejscu było już mnóstwo ludzi.

Dowiedziałyśmy się, że możemy zbierać odmiany Aroma i Discovery. Wybrałyśmy Discovery (fajnie jest nauczyć się nowego słowa w języku angielskim: to discover = odkrywać)

Kiedy znalazłyśmy drogę do sadu, zaczęłyśmy zbierać. Wypełnienie dużego pudła zajęło tylko 5 minut.

Wróciłyśmy, żeby zapłacić. Okazało się, że w pudełku było 15 kg. Właścicielka sadu była bardzo miła, podobnie jak jej pies. Pogłaskałam go, a psu się to spodobało i był bardzo szczęśliwy.

Jabłka Discovery mają tajemnicę: czasami mogą być czerwone w środku.

One są bardzo pyszne. Jedliśmy je przez 4 dni. Kochamy jabłka i pijemy też dużo samodzielnie wyciskanych soków.

Do widzenia wszystkim;-)

Moje wakacje w 2023

Cześć,

Jak to zwykle bywa w Szwecji, cała szkoła miała wakacje od połowy czerwca do połowy sierpnia. Wtedy też i ja miałam wolne i świetnie się bawiłam.

Na początku lipca do Szwecji przyjechał do nas wujek Marcin z dziewczyną Martą. Marta była tu po raz pierwszy, a brat mojej mamy – po raz trzeci. Odwiedziliśmy także Danię. Byliśmy w Kopenhadze i w Bakken. Tam jeździłam na karuzelach i świetnie się bawiłam. A na stacji kolejowej w Kopenhadze znalazłam pluszowego zwierzaka. Zabrałam go ze sobą. Nazywa się Daisy.

Jednak Marcin i Marta uważają, że najlepszą częścią ich krótkiego pobytu w Szwecji była plaża w Ängelholm. Kiedy tam byliśmy, było bardzo wietrznie, morze pokrywało także plażę i było wielu ludzi uprawiających kitesurfing. Byli wspaniali, ale najlepsza z nich była dziewczyna 🙂

Następnie poleciałam do Polski ze starszą siostrą Mają, Martą, bratem mojej mamy i babcią Leną. Odwiedziłam tam moich dziadków i uczestniczyłam w dwóch obozach: Akademii Surfingu i Deskorolki oraz Kołtun Camp & Training. Spędziłam także kilka dni w stolicy Polski – Warszawie z moją babcią.

Pierwszy raz w życiu surfowałam w Jastarni. Na początku trochę się obawiałam, czy podołam temu zadaniu. Moje pierwsze uczucie było bardzo przerażające, ale potem było już po prostu super -zabawnie, kiedy trochę się już nauczyłam.

Dużo jeździłam na deskorolce. Było to łatwiejsze niż surfowanie, bo wcześniej już tego próbowałam.

Na obozie było też dużo innych rzeczy do zrobienia. Świetnie się tam bawiliśmy także przy sprzątaniu plaży, oglądaniu nudnego filmu w kinie 🙂 czy przy ognisku. Udało nam się także nauczyć trochę hiszpańskiego.

Na obozie poznałam też nowych przyjaciół. Bardzo polubiłam w szczególności jednego z trenerów surfingu – Leo. Potrafił bardzo dobrze uczyć i do tego był bardzo miły i zabawny.

Surfowanie poszło tak dobrze, że kupimy mi i Mai deskę surfingową, abyśmy mogły surfować po morzu w Ängelholm.

Po obozie pojechałam autobusem z nowymi przyjaciółmi (miedzy innymi z Mileną) do Warszawy. Następnie po 4 dniach u wujka Marcina i cioci Marty pojechaliśmy ponownie autokarem – tym razem do do Dębrzyna na drugi obóz – Kołtun Camp & Training.

To był najlepszy obóz na jakim byłam. Nie zabrakło atrakcji: jazda konna, tenis, survival, spływy kajakowe, taniec, kickboxing, dyskoteka, joga, banan za motorówką, ognisko i wiele innych. Ale najważniejsze było to, że mieliśmy tam wielu przyjaciół, wszystko robiliśmy razem (nawet sami praliśmy skarpetki). Radziliśmy sobie świetnie i przez 10 dni żyliśmy bez telefonów komórkowych.

A na obozie najważniejsze było: przyjaźń, szacunek, wsparcie – to trzy słowa, którymi żyliśmy.

Czas minął bardzo szybko i nadszedł czas powrotu do Szwecji. Ale tutaj czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka – High Chaparral. Świetnie było spędzać czas w wiosce dziecięcej w Buffalo City, oglądać różne programy, spotykać kowbojów, przetrwać eksplozje dynamitu :-), spotykać bandytów na szlaku podczas podróży pociągiem do Starego Meksyku.

No tak, ale dlaczego wakacje są takie krótkie?

Ania

Jastarnia camp

Tego lata byłam na obozie surfingowym i deskorolkowym w Jastarni. Dotarłam tam autobusem z Warszawy wraz z innym uczestnikami. Niektórzy na miejsce przyjechali samochodami z rodzicami.

Jazda autobusem też była przygodą. Pierwszy raz jechałyśmy z Mają tak długo bez rodziców. Najpierw siedziałam sama, bo było mi tak wygodniej, ale potem na przerwie usiadłam razem z Mają. Kupiłyśmy owoce – jabłka, banany i po jednej gruszce. Podczas podróży obejrzałyśmy film na jej telefonie. Zagadałam też 2 dziewczyny – Helenę i Milenę. Były bardzo miłe. Potem okazało się, że dzieliłyśmy pokój. Było bardzo fajnie mimo tego, że zdarzyło nam się trochę posprzeczać.

Surfing ❤️‍🩹 to intensywny sport. Trochę też niebezpieczny ale też fajny i wymagający. Aby go uprawiać przyda się parę rzeczy, na przykład: 

  1. lisz
  2. deska
  3. wosk
  4. no i oczywiście woda płytka i głęboka

 Z kolei aby jeździć na deskorolce trzeba na przykład:

  1. sprawdzać czy koła nie są zużyte
  2. ważny jest dobry balans
  3. długość deski ma znaczenie
  4. fajnie jak się zna triki
  5. papier czy nie jest zużyty
  6. no i wiele innych ważnych rzeczy…

Jazda na deskorolce jest fajna, surfowanie zresztą też. Trudno mi powiedzieć co jest lepsze, obu się dopiero uczę. Na razie surfing zdobył u mnie 8.5 punktu z 10 a deskorolka 8 z 10.

papa 

Kilka wakacyjnych dni w Siemiatyczach i Czartajewie

Hej,

Gdy przyleciałam do Warszawy pożegnałam się na lotnisku z babcią Leną. Babcia została w Warszawie, bo tu mieszka, a ja z Mają, ciocią Martą i wujkiem Marcinem ruszyliśmy w drogę do Czartajewa. Jechaliśmy godzinę i 30 minut. Ciocia i wujek pozwolili nam używać telefonów co jakiś czas bo najpierw co 10 a potem co 5 i w koncu co minutę pytałyśmy ich za ile czasu będziemy na miejscu:-)

Plan był taki, że ja i Maja pośpimy w aucie, ale nie poszło nam dobrze, bo nie mogłyśmy się ułożyć wygodnie. W pasach nie było to możliwe więc stąd te pytania „ile jeszcze” i stąd te telefony co jakiś czas 🙂

Gdy byliśmy na miejscu u cioci i wujka, czekał na nas ich pies. Widać bardzo się stęsknił, bo był 4 dni bez nich. Pies nazywa się Amon i nie jest taki stary. Właściwie jest bardziej młody niż stary. Jest dosyć duży i silny ale też przyjazny.

Otworzyłam bramę aby wujek wjechał do garażu. Amon zaczął na mnie wtedy skakać, ale ciocia wyszła i mi pomogła.

Amon to dosyć duży pies ale ciągle lubi się bawić. Poza tym Amon jest najmłodszy w naszej rodzinie…Bardzo fajnie się z nim bawię, ale Amon chyba najbardziej lubi bawić się wodą. Podczas naszego pobytu uczyłyśmy go z Mają wysoko skakać. Jako przeszkód używałyśmy różnych rzeczy, np. koszyków.

Któregoś dnia wujek pojechał na jakieś spotkanie a my z ciocią obrałyśmy bób, wsypałyśmy przyprawy: pierz i sól. Ciocia usmażyła bób na patelni. A gdy był gotowy – zjadłyśmy go wszystkie ze smakiem.

Innego dnia gdy wieczorem ciocia i wujek pojechali do sklepu zajmował się nami Szymon – nasz kuzyn. Szymon swietnie gra w piłkę nożną i jest zawodnikiem młodzieżowej drużyny Jagiellonii Białystok. Było fajnie gdy razem z nim oglądaliśmy mecz Hiszpanii ze Szwecją. Co prawda nie wiem kto wygrał bo gdy ciocia z wujkiem wrócili miałyśmy iść spać :-). Szymon mógł jednak oglądać dalej.

Spotkałyśmy się również z dziadkami w Czartajewie. Super się było do nich znowu przytulić i zjeść wspólny posiłek na tarasie. Było fajnie, a na śniadanie dostałyśmy naleśniki z ciemną czekoladą. Lato w Czartajewie pachnie zawsze warzywami (porem :-)), owocami i zbożem.

To był krótki pobyt w Siemiatyczach i w Czartajewie bo już następnego dnia wracałyśmy do Warszawy. Wyjechaliśmy o 16 z ciocią, wujkiem i kolegą wujka. Oni jechali na koncert Amon Amarth, a my zostałyśmy u babci Leny, żeby przygotować się do wyjazdu do Jastarni. A tak przy okazji pies cioci i wujka ma imię jak ich ulubiony zespół metalowy:-)

Z Warszawy miałyśmy wyruszyć na obóz surfingowy. Tylko, że mnie bardzo rozbolała głowa. Miałam nawet stan podgorączkowy, ale całe szczęście, że wszystko minęło w ciagu jednego dnia. W przeciwnym razie nie mogłabym pojechać na obóz do Jastarni. Ale o tym obozie napiszę w kolejnym blogu.

Jazda konno w Polsce i w Szwecji

Witam

Gdy byłam w Polsce na Mazurach to jeździłam konno na koniku Beluś. To koń B pony. Maja jeździła na Snobby – klacz klasy C pony. Beluś jest mały ale szybki jak błyskawica a Snobby jest wolna jak ślimak. Gdy miałyśmy galopować Snobby była leniwa i trzeba się było namęczyć aby ruszyła. Beluś za to zrobił 2 kroki kłusu i raptem przechodził w galop.

W Polsce można ponaglać konia przyciskając jego boki udami. W Szwecji można spiąć konia stopami ale tylko wyjątkowo. Tak samo jak bata ale jak najrzadziej.

Papatki i miłego dnia.

Burzy się zaczęły i małe wiry

Hej, 

Przedwczoraj była burza. A przy Malmö zrobiły się małe wichury i wiry na lądzie. Do tego grzmiało wczoraj a dzisiaj będzie trochę padać. Do tego trochę słońca i oczywiście trochę wiatru, jak to w Szwecji.

Opowiem wam teraz o tych wirach lądowych.

Po zakończeniu roku szkolnego, na początku czerwca przyleciała do nas babcia. Mieliśmy ją odebrać po południu z lotniska. To oznaczało, że mieliśmy trochę czasu do przylotu samolotu więc postanowiliśmy spędzić go na plaży. Było gorąco więc z przyjemnością chłodziliśmy się w morzu. Wymyśliłyśmy świetną zabawę / rzucanie w morzu piłką tenisową 🙂

Po kilku godzinach nad morzem pojechaliśmy po babcię i wtedy, po drodze na lotnisko w Sturup widziałam wir lądowy. To było niesamowite – z jednej strony przerażające, a z drugiej strony zdumiewające. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, a na pewno nie na żywo. Jechaliśmy autostradą więc nie zatrzymaliśmy się nawet. Widziałam tylko, że ten wir przechodził obok stojącego samochodu ciężarowego. 

Mam nadzieję, że ten wir szybko zniknął i nie narobił żadnych szkód, bo to chyba nie jest tak super być wciągniętym w taki wir. 

Papatki…

Anna

Nocowanie u koleżanki

Hej,

Dzisiaj po raz kolejny będę nocować u mojej najlepszej koleżanki (BFF). Nie mogę napisać imienia i nazwiska bo mi nie wolno.

Moja koleżanka jest bardzo miła. Chodzimy razem do tej samej klasy i spędzamy ze sobą dużo czasu – też poza szkołą.

Mam jeszcze jedną koleżankę BFF. Też nie zdradzę jej imienia ani nazwiska, ale imiona ich obu zaczynają się na E – choć nie są takie same.

U pierwszej BFF nocowałam już wiele razy a u drugiej tylko 5 razy.

Pierwszy raz nocowałam u koleżanki w Ängelholm. To było rok temu na zakończenie szkoły.

Pewnie sami dobrze wiecie, że jak się spędza czas z przyjaciółmi to zlatuje on bardzo szybko. Tak jest za każdym razem gdy jestem z moimi E 🙂

Wymyślamy wtedy różne rzeczy – wspólne gry, filmy, duzo zabawy na dworze, przyklejamy sobie paznokcie, a w nocy kładziemy się bardzo późno spać. 

Ale o tym cisza, bo to nie jest informacja dla moich rodziców 😉

Papatki,

Ania

Jak przeczytałam 2000 stron

Witam 

Dzisiaj wam opowiem jak to się stało, że przeczytałam 2000 stron. 

Czytałam codziennie 45 minut natomiast w weekendy 30 minut. W sumie to przeczytałam już 24 książki.

Tato i mama uważają, że czytanie jest bardzo ważne. Do czytania zachęca też wielka gwiazda polskiego tenisa – Iga Świątek. Ona dopinguje nas do przeczytania przynajmniej jednej książki na miesiąc. 

Ja codziennie też staram się pisać po polsku. Pamiętajcie, że mieszkam w Szwecji i tutaj się uczę. Niestety polski w Szwecji nie jest językiem szkolnym. 

Piszę o różnych rzeczach, na przykład co dzisiaj robiłam, jedną stronę o czymkolwiek lub piszę bloga. 

Bardzo lubię się bawić z koleżankami ale najczęściej robię to jak zrobię swoje zadania. Potrafię wymyślić fajne zabawy gdy jesteśmy razem. 

Gdy czytam to wyobrażam sobie miejsca, bohaterów – i to jest właśnie super w czytaniu. Czytanie motywuje i inspiruje mnie do robienia nowych rzeczy np do robienia moich zadań. Dużo można się z książek nauczyć. Czytanie to świetne ćwiczenie dla mózgu.

Papatki…

Obóz zimowy Koltun Camp

Witam 

Dzisiaj wam opowiem o moim wyjeździe na organizowany obóz zimowy Leszka Kołtuna. A tak w ogóle to pan Leszek to bardzo sympatyczny człowiek, który był mistrzem świata w kickboxingu. 

Obóz odbył się w lutym 2023. Moja podróż zaczęła się gdy wsiadłam do samochodu w Östra Ljungby. Mogłam siedzieć z przodu obok taty i pomóc mu w nawigacji na prom. Z tyłu jechała moja siostra. 

Wyjechaliśmy z domu o godzinie 19.00 by zdążyć na prom z Ystad do Świnoujścia. Nasz prom dopłynął do celu o godzinie 06.45. Było bardzo zimno. Na promie mieliśmy kajutę z piętrowymi łóżkami. Ja spałam na górze a Maja i tato wybrali łóżka na dole. Dobrze, że mieliśmy okienko bo mogliśmy widzieć co się dzieje na dworzu. To było fajne. 

Ze Świnoujścia jechaliśmy do Wrocławia 10 godzin (od 7 do 17). Dotarliśmy do naszej cioci Kasi, która mieszka pod Wrocławiem w miejscowości Święta Katarzyna. Tam są dinozaury (tak naprawdę to tylko kury 😀).

Następnego dnia, tuż przed samym wyjazdem na obóz pojechaliśmy do Decathlonu aby mi i mojej siostrze kupić spodnie na narty. Zapomniałyśmy je spakować w domu. Dobrze, że przypomnieliśmy o tym sobie przed zameldowaniem się na obozie.

Obóz odbywał się w Karkonoszach. Gdy dojechaliśmy na miejsce, byli już tam: pani Julka, pani Asia, pam Remik i oczywiście organizator – pan Leszek. 

Na obozie były też córki pana Leszka i pani Julki: Kiara (starsza) i Lila (młodsza).

Wszystkie dzieciaki – czyli uczestników obozu podzielono na grupy. Każda grupa miała swojego mentora. Mentorem mojej grupy była pani Asia. To była najmłodsza grupa.

Na obozie właściwie nie używaliśmy telefonów. I to było fajne. Pierwszego dnia mogliśmy mieć telefony przez cały dzień, a w pozostałe – tylko od 10 – 20 minut.

Ja nie dzwoniłam ani do mamy ani do taty przez cały wyjazd oprócz pierwszego dnia, gdy tato wracał do Warszawy po tym jak nas zawiózł na obóz.

Dzwoniłam do niego 5 razy bo się martwiłam. Wiedziałam, że był zmęczony. Poza tym w jego aucie zepsuła się żarówka i musiał ją jeszcze naprawić.

Ale mój tato jest super i jest magiczny. Naprawił usterkę – złączył 2 przewody i gotowe – świeci się!!!

Na obozie dzieliłam pokój z czterema dziewczynami: Alą, Heleną, Niną i Nicolą. W naszym pokoju dwa łóżka były złączone, a pozostałe stały oddzielnie.

Pierwszą noc spałam na łóżku obok Ali a później Ala zamieniła się z Niną. Nina tęskniła za swoją rodziną i czasami była z tego powodu smutna. Chciałam ją pocieszyć i pomóc jej i myślę, że mi się to udało.

Każdy dzień obozu zaczynał się pobudką o 7:15 potem rozruch, śniadanie, zbiórka i rozmowa jak ma wyglądać nasz dzień. 


Moja grupa jako pierwsza jadła śniadania, obiady i kolacje. Po nas kolej była na Kolorowe Miśki – grupę pana Remika. 

Po śniadaniu ja i moja koleżanka robiłyśmy wyścigi po schodach. Ta, która dotrze na 3 piętro najszybciej, zejdzie do recepcji i zapyta się panią o coś a potem najszybciej dotrze na górę – wygrywa. 

Tak robiłyśmy prawie każdego dnia. Moja koleżanka wygrała dwa razy, a ja pozostałe. To była fajna zabawa.

Na obozie mieliśmy dużo atrakcji: jazda na nartach, nauka udzielania pierwszej pomocy, joga, ćwiczenia mentalne, kick boxing, spacery do lasu, basen w Karpaczu.

Poznałam tam super koleżanki i kolegów. Wychowawcy też byli niesamowici.

Dlatego ja i moja siostra jedziemy teraz na obóz letni.

Mamy nadzieję spotkać tam znajomych z obozu zimowego.