
Witam,
Dziś opowiem wam o 2,5 godzinnym spływie kajakowym jedną z mazurskich rzek.
Pływaliśmy parami: ja z tatą, Maja z mamą, moja koleżanka Julia z jej mamą Doris, Maciek z jego tatą Andrzejem.
Towarzyszyli nam też Janka i Marek, którzy przyjechali z Niemiec.
Pogoda była bardzo przyjemna: nie padało i nie było zbyt gorąco.
Płynęliśmy wśród drzew, zarośli i pól. Po drodze spotkaliśmy łabędzie. Wtedy trochę się przestraszyłam bo to była mama i tata z maluchami. Było ich 8. Nie chciałam, aby pomyśleli, że chcemy je skrzywdzić.
Zrobiliśmy krótką przerwę po drodze. Wszyscy czuli się zmęczeni, no i potrzebna była toaleta. Oczywiście taka w naturze bo nie było innych.

Nie dopłynęliśmy pierwsi, ale to i tak nie miało znaczenia. Bawiłam się świetnie. Tatę bolały ręce (głównie to tata wiosłował a ja tam tylko siedziałam z przodu). Mnie za to strasznie bolały nogi, bo siedziałam w małym kajaku i nie mogłam ich wyprostować.
Papatki
Ania

Hej Ania ta historia jest super. Przynajmniej mi się podoba:D. bayo jajo
-Vica
Hejo to nie historia tylko to co sie stalo na prawde:D