Hej,
Tegoroczne wakacje rozpoczęłam nauką pływania na żaglówkach. Kurs odbywał się akurat wtedy gdy tato leżał w szpitalu i walczył o zdrowie.
Codziennie z Mają wstawałyśmy o godzinie 07:00 żeby zdążyć do Ängelholm na godzinę 09:00. Odwoziła nas mama, która potem jechała do pracy.
Po zajęciach odbierała nas nasza ciocia Emilia i jej córka Amanda. Ponieważ mama po pracy jechała do taty aby z nim spędzić chwilę czasu, u cioci zostawałyśmy do wieczora, bawiąc się z Amandą. Ciocia nam zapewniła nam fajne atrakcje – jazda konna, plaża, przygotowanie posiłków i gry planszowe.

Rano w porcie, na miejscu zbiórki czekała na nas czwórka instruktorów i pozostali uczestnicy. Pływaliśmy na dwóch rodzajach żaglówek: optimist i C55.
Naukę żeglowania zaczęłam od dużej żaglówki czyli od C55. Tymi dużymi żaglówkami najczęściej się pływa po świecie. Optimist to mała żaglówka – często się nią pływa na zawodach gdy nie ma dużych fal. Ja wolę akurat te mniejsze łódki.
Ale na obu można dostać w głowę bomem. Mi się akurat to udało kilka razy:-). Na szczęście nie było to mocno i nie wypadłam za burtę.
Na żaglówkach zawsze trzeba mieć kapoki. Przydały się, gdy jednym z naszych zadań było przewrócenie optimista.
Było to i łatwe i jednocześnie trudne – gdy wpadnie się do wody. Mimo ciepłej pogody woda była bardzo zimna. No a potem przyda się scoop – aby wylać całą wodę z żaglówki.
Żeglowanie to wspaniała przygoda. Poznałam świetnych ludzi, wspaniałych kompanów i mam nadzieję, że spotkamy się za rok!
Nauczyłam się jak się żegluje pod wiatr, jak się wchodzi na przewróconą łódkę, jak się nakłada żagle, jak się cumuje i jak się super bawić na morzu. A przede mną jeszcze tyle możliwości!

Ahoj przygodo!!!
