Gdy tato miał zawał

Latem tego roku mój tato miał zawał. Właściwie możnaby powiedzieć, że jest to słaby rok. Ale…

Zawał został spowodowany przez zator. Wyobraźcie sobie rzekę jako naszą żyłę, w której kamyki utworzyły tamę tak, że nie przepłynie tamtędy woda. Tak samo się w taty żyle. Krew nie mogła dopłynąć do taty serca.

Żyła zatkała się, bo tato jadł kiedyś niezdrowe rzeczy, jak na przykład chipsy. Na żyłach osadził się tłuszcz, który zablokował swobodny przepływ krwi. Do tego palenie papierosów przez lata i dużo stresu zrobiły swoje. Dodać należy jeszcze czynniki genetyczne – dziadek Jurek i wujek Patryk też mieli zawał. 

Tato w całej tej sytuacji miał bardzo ale to bardzo dużo szczęścia. Jego anioł stróż zrobił porządną robotę. No i u wujka anioł też był w porządku.

Tato znalazł się w szpitalu po 14 zatrzymaniach serca i sumarycznie 30 minutach bez tlenu. W szpitalu oczyszczono tacie żyłę a potem tata był w śpiączce farmakologicznej przez 4 dni. Były momenty kiedy nam się wydawało, że nie żyje. 

Ale… tato walczył.

Tata nigdy się  nie poddał.

Cały czas walczył o swoje życie i mówił sobie, że będzie ŻYŁ!!

W szpitalu miał wspaniałą opiekę. Po 3 tygodniach tato był już z nami w domu. Tak sobie postanowił – że wyjdzie ze szpitala 28 czerwca 2024. Tęsknił za nami 🙂

Nauczyłam się od taty aby się nie poddawać i jaką siłę ma to co myślimy i czym zapełniamy sobie głowę.

Jestem tym o czym myślę. 

Tata zrobił coś co wszyscy inni myśleli, że jest niemożliwe do zrobienia.

Dziękuję, że z nami zostałeś nawet jeżeli po tym zawale gadasz zdecydowanie za DUŻO. 🙂

Ale i tak ciebie kocham.

Papatki:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *