Kilka wakacyjnych dni w Siemiatyczach i Czartajewie

Hej,

Gdy przyleciałam do Warszawy pożegnałam się na lotnisku z babcią Leną. Babcia została w Warszawie, bo tu mieszka, a ja z Mają, ciocią Martą i wujkiem Marcinem ruszyliśmy w drogę do Czartajewa. Jechaliśmy godzinę i 30 minut. Ciocia i wujek pozwolili nam używać telefonów co jakiś czas bo najpierw co 10 a potem co 5 i w koncu co minutę pytałyśmy ich za ile czasu będziemy na miejscu:-)

Plan był taki, że ja i Maja pośpimy w aucie, ale nie poszło nam dobrze, bo nie mogłyśmy się ułożyć wygodnie. W pasach nie było to możliwe więc stąd te pytania „ile jeszcze” i stąd te telefony co jakiś czas 🙂

Gdy byliśmy na miejscu u cioci i wujka, czekał na nas ich pies. Widać bardzo się stęsknił, bo był 4 dni bez nich. Pies nazywa się Amon i nie jest taki stary. Właściwie jest bardziej młody niż stary. Jest dosyć duży i silny ale też przyjazny.

Otworzyłam bramę aby wujek wjechał do garażu. Amon zaczął na mnie wtedy skakać, ale ciocia wyszła i mi pomogła.

Amon to dosyć duży pies ale ciągle lubi się bawić. Poza tym Amon jest najmłodszy w naszej rodzinie…Bardzo fajnie się z nim bawię, ale Amon chyba najbardziej lubi bawić się wodą. Podczas naszego pobytu uczyłyśmy go z Mają wysoko skakać. Jako przeszkód używałyśmy różnych rzeczy, np. koszyków.

Któregoś dnia wujek pojechał na jakieś spotkanie a my z ciocią obrałyśmy bób, wsypałyśmy przyprawy: pierz i sól. Ciocia usmażyła bób na patelni. A gdy był gotowy – zjadłyśmy go wszystkie ze smakiem.

Innego dnia gdy wieczorem ciocia i wujek pojechali do sklepu zajmował się nami Szymon – nasz kuzyn. Szymon swietnie gra w piłkę nożną i jest zawodnikiem młodzieżowej drużyny Jagiellonii Białystok. Było fajnie gdy razem z nim oglądaliśmy mecz Hiszpanii ze Szwecją. Co prawda nie wiem kto wygrał bo gdy ciocia z wujkiem wrócili miałyśmy iść spać :-). Szymon mógł jednak oglądać dalej.

Spotkałyśmy się również z dziadkami w Czartajewie. Super się było do nich znowu przytulić i zjeść wspólny posiłek na tarasie. Było fajnie, a na śniadanie dostałyśmy naleśniki z ciemną czekoladą. Lato w Czartajewie pachnie zawsze warzywami (porem :-)), owocami i zbożem.

To był krótki pobyt w Siemiatyczach i w Czartajewie bo już następnego dnia wracałyśmy do Warszawy. Wyjechaliśmy o 16 z ciocią, wujkiem i kolegą wujka. Oni jechali na koncert Amon Amarth, a my zostałyśmy u babci Leny, żeby przygotować się do wyjazdu do Jastarni. A tak przy okazji pies cioci i wujka ma imię jak ich ulubiony zespół metalowy:-)

Z Warszawy miałyśmy wyruszyć na obóz surfingowy. Tylko, że mnie bardzo rozbolała głowa. Miałam nawet stan podgorączkowy, ale całe szczęście, że wszystko minęło w ciagu jednego dnia. W przeciwnym razie nie mogłabym pojechać na obóz do Jastarni. Ale o tym obozie napiszę w kolejnym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *