Zawody w strzelaniu z wiatrówki

Hej,

Dzisiaj byłam na zawodach w Össjö w strzelaniu z wiatrówki. Poszło mi bardzo dobrze, bo w każdej serii zdobyłam co najmniej trzy 10.3 albo wyżej. Mój najlepszy strzał był na 10.7 (max to 10,9).
Pan, który nas oceniał powiedział, że to był najlepszy wynik w mojej grupie.

Zawodnikom zajmującym miejsca obok mnie też poszło bardzo dobrze. Zawodnik z mojej prawej strony miał ten sam wynik co ja (363 punktów), a osoba po mojej prawej miała 377 punktów.

W sumie było 16 zawodników w różnych grupach wiekowych. Większość z nas strzelała na siedząco ale kilka osób strzelało na stojąco.

Ośmiu najlepszych strzelało jeszcze 10 strzałów w kolejnej próbie. Ja się niestety nie zakwalifikowałam do dalszych strzałów.

Wiadomo, że każdy chce być najlepszy na zawodach, ale ważne jest też, aby mieć dobrą zabawę. Ja bawiłam się świetnie, choć czułam trochę stresu, bo to były moje pierwsze zawody i miałam cel – dostać nagrodę.  

Było całkiem dużo osób towarzyszących – ze mną przyjechała mama i tato. Znaleźliśmy miejsce przy stoliku – stamtąd było całkiem dobrze widać wyniki na ekranie. Mama kupiła mi herbatę bo było mi zimno. Gdy ją popijałam – przyszły wyniki:

Anna Pawlowicz 363 poäng kom 9 plats bravo!

czyli:

Anna Pawłowicz 363 punktów zajęła 9 miejsce brawo!

I dostałam mały pucharek w kolorze brązowym.

Papatki

Podróż do Polski

Hej!

Dzisiaj opowiem wam jak minęła nam podróż do Polski na Święta Bożego Narodzenia w 2023 roku!

Jechaliśmy około 26 godzin (liczę też przerwy). Najpierw około 2,5 godziny jechaliśmy do Ystad na prom do Świnoujścia. Mieliśmy zarezerwowaną kajutę z 4 miejscami do spania. Ja zwykle śpię na górnym łóżku, ale ponieważ potrafię spaść z łóżka 🙂 więc poprosiłam w recepcji o specjalną barierkę. Przed snem poszłam jeszcze z tatą na dwór, bo bardzo lubię patrzeć na wodę i na te kolorowe statki.

Gdy się obudziłam byliśmy już w Polsce. Jeszcze raz wyciągnęłam tatę na zewnętrzny pokład bo chciałam zobaczyć czy są orki. W jednej z książek Neli małej reporterki wyczytałam, że można je spotkać w Bałtyku. Niestety nie widziałam ich. A tak przy okazji pamiętam, że gdy byłam mała to bardzo bałam się stać przy barierce na promie, bojąc się, że wpadnę do morza 🙂

Jechaliśmy całą rodziną. Samochód prowadził tata, bo mama nie jest mistrzem jechania z przyczepką / szczególnie gdy trzeba cofać.

Najpierw pojechaliśmy do Warszawy by zabrać babcię Lenę. Trzeba było jeszcze spakować do auta rzeczy przygotowane przez babcię – a to był nie lada wyczyn. Nasz samochód i tak był już zapakowany pod sam dach. Na wigilię do Czartajewa dotarliśmy bardzo późno więc tak naprawdę świętowanie zaczęliśmy kolejnego dnia.

Tym razem zatrzymaliśmy się w Siemiatyczach u wujka Marcina i cioci Marty.