Obóz zimowy Koltun Camp

Witam 

Dzisiaj wam opowiem o moim wyjeździe na organizowany obóz zimowy Leszka Kołtuna. A tak w ogóle to pan Leszek to bardzo sympatyczny człowiek, który był mistrzem świata w kickboxingu. 

Obóz odbył się w lutym 2023. Moja podróż zaczęła się gdy wsiadłam do samochodu w Östra Ljungby. Mogłam siedzieć z przodu obok taty i pomóc mu w nawigacji na prom. Z tyłu jechała moja siostra. 

Wyjechaliśmy z domu o godzinie 19.00 by zdążyć na prom z Ystad do Świnoujścia. Nasz prom dopłynął do celu o godzinie 06.45. Było bardzo zimno. Na promie mieliśmy kajutę z piętrowymi łóżkami. Ja spałam na górze a Maja i tato wybrali łóżka na dole. Dobrze, że mieliśmy okienko bo mogliśmy widzieć co się dzieje na dworzu. To było fajne. 

Ze Świnoujścia jechaliśmy do Wrocławia 10 godzin (od 7 do 17). Dotarliśmy do naszej cioci Kasi, która mieszka pod Wrocławiem w miejscowości Święta Katarzyna. Tam są dinozaury (tak naprawdę to tylko kury 😀).

Następnego dnia, tuż przed samym wyjazdem na obóz pojechaliśmy do Decathlonu aby mi i mojej siostrze kupić spodnie na narty. Zapomniałyśmy je spakować w domu. Dobrze, że przypomnieliśmy o tym sobie przed zameldowaniem się na obozie.

Obóz odbywał się w Karkonoszach. Gdy dojechaliśmy na miejsce, byli już tam: pani Julka, pani Asia, pam Remik i oczywiście organizator – pan Leszek. 

Na obozie były też córki pana Leszka i pani Julki: Kiara (starsza) i Lila (młodsza).

Wszystkie dzieciaki – czyli uczestników obozu podzielono na grupy. Każda grupa miała swojego mentora. Mentorem mojej grupy była pani Asia. To była najmłodsza grupa.

Na obozie właściwie nie używaliśmy telefonów. I to było fajne. Pierwszego dnia mogliśmy mieć telefony przez cały dzień, a w pozostałe – tylko od 10 – 20 minut.

Ja nie dzwoniłam ani do mamy ani do taty przez cały wyjazd oprócz pierwszego dnia, gdy tato wracał do Warszawy po tym jak nas zawiózł na obóz.

Dzwoniłam do niego 5 razy bo się martwiłam. Wiedziałam, że był zmęczony. Poza tym w jego aucie zepsuła się żarówka i musiał ją jeszcze naprawić.

Ale mój tato jest super i jest magiczny. Naprawił usterkę – złączył 2 przewody i gotowe – świeci się!!!

Na obozie dzieliłam pokój z czterema dziewczynami: Alą, Heleną, Niną i Nicolą. W naszym pokoju dwa łóżka były złączone, a pozostałe stały oddzielnie.

Pierwszą noc spałam na łóżku obok Ali a później Ala zamieniła się z Niną. Nina tęskniła za swoją rodziną i czasami była z tego powodu smutna. Chciałam ją pocieszyć i pomóc jej i myślę, że mi się to udało.

Każdy dzień obozu zaczynał się pobudką o 7:15 potem rozruch, śniadanie, zbiórka i rozmowa jak ma wyglądać nasz dzień. 


Moja grupa jako pierwsza jadła śniadania, obiady i kolacje. Po nas kolej była na Kolorowe Miśki – grupę pana Remika. 

Po śniadaniu ja i moja koleżanka robiłyśmy wyścigi po schodach. Ta, która dotrze na 3 piętro najszybciej, zejdzie do recepcji i zapyta się panią o coś a potem najszybciej dotrze na górę – wygrywa. 

Tak robiłyśmy prawie każdego dnia. Moja koleżanka wygrała dwa razy, a ja pozostałe. To była fajna zabawa.

Na obozie mieliśmy dużo atrakcji: jazda na nartach, nauka udzielania pierwszej pomocy, joga, ćwiczenia mentalne, kick boxing, spacery do lasu, basen w Karpaczu.

Poznałam tam super koleżanki i kolegów. Wychowawcy też byli niesamowici.

Dlatego ja i moja siostra jedziemy teraz na obóz letni.

Mamy nadzieję spotkać tam znajomych z obozu zimowego.