Powrót do Szwecji

Witam,


Ponad 3 tygodnie wakacji spędziłam w Polsce.

Trudno było wracać, bo bardzo lubię ten czas gdy tam jesteśmy i jesteśmy z rodziną i przyjaciółmi.


No ale wczoraj trzeba było już wracać do domu. Jak zwykle tata prowadził. Tato uwielbia jeździć naszym samochodem. Jego zdaniem Dacia Duster jest najlepszym autem. Jak zwykle mama siedzi obok niego z przodu a ja z Mają z tyłu. 

Znaczną część drogi do Szczecina do cioci Marty i do wujka Artura przyjechaliśmy dzień wcześniej. Jechaliśmy do nich około 10 godzin. Tato nie jeździ szybko. Wiem, że potrafi, ale dla niego najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Robiliśmy też całkiem dużo przystanków. Przenocowaliśmy u cioci i wujka i następnego dnia jechaliśmy na prom.

Ze Szczecina do Świnoujścia nie jest już tak daleko. Jechaliśmy 1,5 godziny. Zwykle gdy jedziemy to słuchamy podcastu, filmiku albo opowiadania, które nas interesuje. Tym razem był to film Mariusza z Odmładzania na Surowo o zdrowych olejach i tłuszczach.

Ale wracając do podróży. W Świnoujściu wjechaliśmy na prom. Płynęliśmy w dzień, pogoda była super. Mama przez pomyłkę zamówiła nam kabinę bez okna:-( Podróż promem trwała 7,5 h.

Droga z Ystad do domu zajmuje nam około 2 godzin. Bardzo fajnie mi się spało w samochodzie. Zasnęłam, gdy wyruszyliśmy z promu i spałam do kolejnego poranka do około 9:30.

Ale podróż minęła całkiem okej.

Papatki!:-)

Spływ kajakowy

                 

Witam,

Dziś opowiem wam o 2,5 godzinnym spływie kajakowym jedną z mazurskich rzek.

Pływaliśmy parami: ja z tatą, Maja z mamą, moja koleżanka Julia z jej mamą Doris, Maciek z jego tatą Andrzejem.

Towarzyszyli nam też Janka i Marek, którzy przyjechali z Niemiec.

Pogoda była bardzo przyjemna: nie padało i nie było zbyt gorąco. 

Płynęliśmy wśród drzew, zarośli i pól. Po drodze spotkaliśmy łabędzie. Wtedy trochę się przestraszyłam bo to była mama i tata z maluchami. Było ich 8. Nie chciałam, aby pomyśleli, że chcemy je skrzywdzić.

Zrobiliśmy krótką przerwę po drodze. Wszyscy czuli się zmęczeni, no i potrzebna była toaleta. Oczywiście taka w naturze bo nie było innych.

Nie dopłynęliśmy pierwsi, ale to i tak nie miało znaczenia. Bawiłam się świetnie. Tatę bolały ręce (głównie to tata wiosłował a ja tam tylko siedziałam z przodu). Mnie za to strasznie bolały nogi, bo siedziałam w małym kajaku i nie mogłam ich wyprostować.

Papatki

Ania